Na poprawę nastroju – Sooner or Later

Dzisiaj mam dla Was perełkę. Taką z klasyki, choć zapewne nie wszystkim znaną. Supertramp najbardziej kojarzyć się będzie z Breakfast in America czy Logical Song, z których ta druga doczekała się jakiejś strasznej disco-przeróbki (bleh!). Ale wracając do spraw przyjemniejszych – bardzo mi leży to co serwuje Supertramp, a Sooner or Later to jeden z moich ulubionych numerów na poprawę nastroju – choć tekst jest o rozstaniu, czy raczej o oczekiwaniu na poprawę sytuacji po rozstaniu.

Czytaj dalej Na poprawę nastroju – Sooner or Later

A pod wpisem: 2 komentarze.

Dwa żywioły – David Byrne & St. Vincent

Jak pierwszy raz, po rekomendacji kolegi, usłyszałem Who nie mogłem usiedzieć na miejscu. Rozsadzała mnie jakaś dziwna energia i poczucie, że jestem bliski odkrycia Prawdy przez duże P. Ten numer to prawdziwa ciekawostka muzyczna, coś czego nie da się porównać z niczym innym. To gatunek sam w sobie, który nie daje się zaszufladkować. Ten duet jest jak dwa żywioły, które połączonymi siłami miażdżą system. A mnie razem z nim….

Nic dziwnego bo David Byrne to kultowy wykonawca, który zapisał się grubą kreską w annałach muzycznych. Tylko Wam się wydaje, że go nie znacie. Wystarczy, że rzucę takie hasła jak: It’s My Life, Psycho Killer, Once in a Lifetime czy po prostu – Talking Heads. Jestem przekonany, że każdy zetknął się z jego twórczością nawet o tym nie wiedząc. I właśnie wpadłem na pomysł, żeby zaprezentować cover jednego z ich „szlagierów”, ale to przy innej okazji.

Myslę, że z Davidem Byrne’em spotkamy się nie raz.

Louis Berry – z dna butelki

Podobno ostatnie moje propozycje są mocno melancholijne, więc dzisiaj coś niemelancholijnego, taki pozytywny kopniak na weekend. Od razu muszę się przyznać, że to Wojciech Mann zaprezentował to moim uszom. Wzięło mnie od pierwszych dźwięków, byłem kupiony. Na Boga nie skumam, dlaczego to ma tylko 140kilka tysięcy odsłon na youtube, przecież to prawdziwy dynamit! Ten zadymiony, przepity, przepełniony życiową traumą głos z powodzeniem mógłby należeć do kłobuka podszeptującego z dna butelki po whiskey. Przesterowane gitary z prostym, rzeczowym riffem. Po prostu bajka! Chcę więcej takiej muzy!!!

Klikamy: www.louisberryofficial.com

Wulkan Damiena

Nie wiem czy można tak powiedzieć, ale to co serwuje nam Damien Rice to cichy, subtelny wybuch. Wybuch emocji, prawdy i talentu. Pięknie się tego słucha, ale koniecznie w odizolowaniu (żona na zakupy, dzieci na podwórko, whiskey w dłoń, albo lepiej w gardło….).

A pod wpisem: brak komentarzy.

Corinne Bailey Rae – piękny minimalizm

Nie ma tu za dużo oglądania, ale wystarczy zamknąć oczy i wsłuchać się w to nagranie, w ciepły, kojący, seksowny głos Corinne. Uwielbiam takie spowolnione aranżacje, poezja śpiewana z rocka. Wersja Editors jest mocno rytmiczna, ciężkawa i do szpiku brytyjska. Natomiast ten piękny minimalizm w coverze Corinne Bailey Rae bardzo mi odpowiada, zwłaszcza, że ten grajek wie dlaczego na gitarze gra się obiema rękami i dlaczego palców jest 10.

P.S. Munich doczekał się też innego covera, ale moim zdaniem nie wniósł on nic nowego do oryginału. No, ale skoro na warsztat wziął go R.E.M. to chyba należy się mała wzmianka… KLIKAMY.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Folkowo i poetycko – Laura Marling

Laura Marling to tzw. singer/songwriter no i do tego śpiewająca Pani. Odkąd ją znalazłem z 10 lat temu zniknęła z mojego radaru, ale to pewnie kwestia odświeżenia znajomości. Folkowo i poetycko, tajemniczo a nawet złowieszczo – tak rysuje mi się w głowie ten numer.  Devil’s Spoke niesie ze sobą jakiś nienamacalny ładunek energii. Tekst zbyt trudny dla mnie, żebym podjął się  interpretacji a szybka wizyta na songmeanings.com niewiele mnie do tego „meaning” zbliżyła.

Klikamy: Laura Marling

 

Blue Monday – niesamowita aranżacja

Młodym dziecięciem będąc zupełnie obojętnie przyjmowałem muzykę z nurtu new wave i New Order nie było na tę obojętność uodpornione. Należy się właściwie przyznać, że new wave trafiło do mnie dopiero dzięki projektowi Nouvelle Vague. Czas pokazał jednak, że pomino charakterystycznego brzmienia à la 80s, ta muzyka obroniła się przed upływem czasu.

Ten cover, czy też „adaptacja” na instrumenty z lat 30-tych to niesamowita aranżacja. Słucha się tego i ogląda z wypiekami na twarzy. Za taką telewizję publiczną abonament płaci się z ochotą…. Brawo BBC!

Za dużo czasu w googlu nie spędziłem, ale wygląda na to, że Orkestra Obsolete to twór powstały tylko na potrzeby tego jednego coveru.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Me and My Friends „Holidays” – perfekcjonizm

Tutaj nie ma się co rozwodzić, po prostu dobra muza, ale kilka słów od siebie powiedzieć muszę. Miód na moje uszy, ale koniecznie przykryte słuchawkami! Delikatność i subtelność tego utworu, zmiany tempa i klimat…. Jednym słowem? Perfekcjonizm.

Komuś może nie do końca odpowiadać głos wokalisty, ale w sumie komponuje się to wszystko wyśmienicie. Jak Crema di Aceto Balsamico di Modena z lodami…

Co mnie tu jeszcze ujmuje to ta „radość tworzenia” jaka kipi z tej grupy.

Klikamy: https://www.youtube.com/user/meandmyfriends0band

A pod wpisem: brak komentarzy.