Slothrust Double Down – odkrywcze granie ;)

To niby nie jest jakoś specjalnie odkrywcze granie. Ot standardowe instrumentarium zespołu rockowego. Jednak podążając takim tropem jak może nam się podobać… cokolwiek? Są zespoły, czy też czasem tylko pojedyncze utwory, które wymykają się schematom. Double Down jest właśnie takim utworem, coś w nim nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ciekawy, mocny kobiecy wokal tylko ułatwił mi podjęcie decyzji o dodaniu tego na Czek Iz Aut.

A pod wpisem: 2 komentarze.

Odlot z Lindą Perry – Fly Away

Prezentowana tu artystka to kolejne antidotum na absentia feminina vocalis, ale o jak innym składzie niż propozycja Ayo. Mamy tu kawał zdartego głosu z bluesowym zadziorem, który jednak potrafi przemycić pięknie czystą, wybrzmiewającą nutę. Zawodzenie organów hammonda, przerywane rytmicznym brzdękaniem gitary. I to wszystko w formie wolnego,  stripteasująco-bujającego bluesa. Słowem odlot z Lindą Perry. Kim? zapytacie. Już odpowiadam – to ta sama Pani co z zespołem 4 Non Blondes śpiewała What’s going on.

primo i secundo – Jenn Champion

Jest coś niesłychanie wciągającego w tym utworze Jenn Champion. Nie wiem czy to beat rodem z lat 80tych, czy może ciekawy głos wokalistki? Pomijam warstwę wizualną rodem z Erka Prydza, bo pierwej to usłyszałem a już mnie wessało 😛 Nawet jednak uwzględniając teledysk, ciężko – przepraszam za zwrot – „wymacać” ten wciągający element. Może ktoś mi zarzucić, że ten blog to nie miejsce na takie numery, że to trochę parkietowe, ale jest małe primo i secundo:

primo – to mój blog i moja totalnie subiektywna selekcja;

secundo – nigdzie indziej na to nie natraficie, a jak już w radiu to zagrają to będziecie pamiętać, że usłyszeliście to najpierw na Czek Iz Aut.

Brass Against the Machine

Wprawdzie poza zmianą instrumentarium Brass Against the Machine nie wniosło nic nowego do tej piosenki, to słucha się tego przyjemnie. Oryginalny duch utworu nie zginął, jest to nadal na wskroś RATM-owa muza. Taka, przy której nie można siedzieć spokojnie, co widać po zachowaniu wykonawców tego covera. Co ciekawe, ta nuta się wcale nie zestarzała, wciąż zachwyca jak niegdyś, a nie oszukujmy się – trochę czasu już minęło. Oczywiście nikt tego nie zaśpiewa tak jak Chris Cornell, ale Pani Sophia Urista ma – parafrazując Jana Maria Rokitę – niezły organ (głosowy – oczywiście). Przyznacie, że to nietypowy kobiecy wokal na Czek Iz Aut, ale jej głos sprawdza się w takim klimacie. Jeśli ten dęty cover Wam się spodobał to BATM ( 😉 ) ma tego więcej.

A pod wpisem: 4 komentarze.

Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

OK, muszę się do czegoś przyznać. Okazuje się, że cierpię na pewne schorzenie laryngologiczne, które jeszcze nie ma nazwy zwyczajowej*, ale z łaciny nazywa się: absentia feminina vocalis. Przyczyny schorzenia nie są znane, ale nie ma co rozpaczać bo mam na to lekarstwo! Wystarczy Śpiewająca Pani i wszystko wraca do normy (przynajmniej na kilka dni…).

Czytaj dalej Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

A pod wpisem: 5 komentarzy.

Ida Maria – mniej liryczne podejście do śpiewania

A to dla odmiany… śpiewająca Pani 😀 Ale nie uciekajcie od razu! Ida Maria to norweska artystka, ale śpiewająca po angielsku. Gdzieś tam musiała się kręcić po radiu czy TV, bo mam wrażenie, „że ja już ją gdzieś słyszałem”…. Jednak w przeciwieństwie do większości prezentowanych przeze mnie piosenkarek Ida Maria ma… powiedzmy: mniej liryczne podejście do śpiewania 🙂

Bad Karma, to fajny, rock ‚n rollowy kawałek z porządnym gitarowym riffem, rzeczowym tekstem wykrzyczanym silnym punkowym głosem. Jest też miejsce na męski chórek (hi hi). Ma to wszystko ręce i nogi i słucha się tego bardzo przyjemnie. To taki kawałek”ładujący akumulator”, ale nie za bardzo do auta bo punktów jest tylko 24!

Piękny nieznajomy – tango

Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć… To kolejna Pani, która śpiewa i która trafia na Czek Iz Aut. Hindi Zahra może być niektórym znana, np. z piosenki Stand Up (44mln wyświetleń!!!), ale ja chcę zaproponować to akustyczne, liryczne i minimalistyczne tango: Piękny Nieznajomy. Choć ta gitarka pięknie zaznacza swoje miejsce w tej aranżacji, to jednak głos Hindi jest tu kluczowym składnikiem. Nie można mu się oprzeć i porywa nas jak syreni śpiew żeglarzy. Z tą różnicą, że na koniec podróży czeka nas o niebo lepszy los niż mitologicznych żeglarzy. Takie perfekcyjne zgranie bluesa, poezji śpiewanej i cygańskiego ducha dobrze mi robią. Miła odskocznia od gitarowych riffów, które też niezmiernie lubię.

Czytaj dalej Piękny nieznajomy – tango

A pod wpisem: 2 komentarze.

Wild Child, do usłyszenia w eterze!

Wczorajsza sesja na youtube zaowocowała tym muzycznym odkryciem (i nie tylko tym, ale cierpliwości….). Z tego co udało mi się zgooglać, Wild Child to zespół tworzący od 2010 roku. To konkretne znalezisko to świeży towar, premiera płyty była w lutym 2018 roku. Expectations to bardzo radiowy numer, nie ma w nim nic co by mogło się nie podobać. Może jest to tzw. „easy listening„, ale w bardzo przyjemnym opakowaniu. Podoba mi się jej wokal, porockowane brzmienie i dbałość o detale. Trochę w klimacie przypomina mi Me and My Friends, choć bez tej finezji. Ręki sobie oddać/uciąć nie dam, ale o piwo mogę się założyć i powiedzieć: Wild Child, do usłyszenia w eterze.

Co ciekawe to kawałek z czwartej już płyty zespołu, więc robię sobie mentalną notkę, żeby się z tym materiałem zapoznać bliżej.

A pod wpisem: 3 komentarze.

Tajemniczy składnik – blues Valerie June

Pamiętacie ciasto drożdżowe babci? Znacie przepis, ale nigdy nie smakuje tak jak ten oryginał z dzieciństwa. Może jest jakiś składnik, o którym babcia nie wspomniała i zachowała dla siebie, a który jest kluczem do sukcesu? A może to nie składnik, ale sposób wygniatania ciasta? Valerie June posiadła tę tajemną wiedzę i wykorzystała ją w tym numerze. Jest tu jakaś magia, jakiś nienamacalny, tajemniczy składnik. Niby to blues, ale taki pojazzowany, z odrobiną countrowego zaśpiewu. Ciekawy głos, no i śpiewająca Pani, więc już startuje z lepszej pozycji 😉 Wszystko to składa się na cudowną potrawę, tylko malizną zajeżdża….

Dociekliwi znajdą zapewne ten teledysk do tej piosenki, ale ja go specjalnie pominąłem. Zupełnie mi nie pasuje do klimatu. Jest taki siermiężny i dosłowny do bólu jak teledyski disco-polo….

Fiona Apple – niezwykła maszyna

Ha! Dzisiaj prezentuję kolejną śpiewającą Panią. Raczej nie do usłyszenia w radiu i w Polsce mało znana – Fiona Apple – ma kilka ciekawych muzycznych propozycji. Ten konkretny numer: Extraordinary Machine – to dla mnie właśnie taka tytułowa niezwykła maszyna. Jak słyszę te wyraźnie zaakcentowane, pięknie wybrzmiałe pojedyncze dźwięki, ten pietyzm w głosie i dbałość o każdą nutę to widzę precyzyjną robotę. Maszynę rodem ze szwajcarskiej Jury zegarskiej.

Porównywanie muzyki do maszyny  jest być może nie na miejscu bo ta pierwsza powinna wypływać z serca, być nieokiełznanym tworem chwili szaleństwa. W przeciwieństwie do maszyn, od, których oczekujemy nieomylności, powtarzalności i stabilnej pracy. Jednak w tym wypadku, to porównanie,  to mój sposób na oddanie pokłonu dla artystki. W maszynie Fiony Apple, nie ma dużych śrub, niedopasowanych elementów i druciarstwa. Majstersztyk.

Polecam też: O’ Sailor