Odlot z Lindą Perry – Fly Away

Prezentowana tu artystka to kolejne antidotum na absentia feminina vocalis, ale o jak innym składzie niż propozycja Ayo. Mamy tu kawał zdartego głosu z bluesowym zadziorem, który jednak potrafi przemycić pięknie czystą, wybrzmiewającą nutę. Zawodzenie organów hammonda, przerywane rytmicznym brzdękaniem gitary. I to wszystko w formie wolnego,  stripteasująco-bujającego bluesa. Słowem odlot z Lindą Perry. Kim? zapytacie. Już odpowiadam – to ta sama Pani co z zespołem 4 Non Blondes śpiewała What’s going on.

The Dø – pobudka z piosenką na ustach

Co może zrobić amator entuzjasta dobrej muzy z youtube, kiedy obudzi się z piosenką na ustach? Proste! Musi ją ponownie posłuchać i wrzucić na swoją stronę. Właśnie taka sytuacja spotkała mnie dzisiaj. Konkretnie wkręcił mi się ten fragment: „… so many people around. We dissapoint and let down…„. Miałem przygotowany inny materiał, ale to było silniejsze.

Czytaj dalej The Dø – pobudka z piosenką na ustach

A pod wpisem: 2 komentarze.

Piękny nieznajomy – tango

Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć… To kolejna Pani, która śpiewa i która trafia na Czek Iz Aut. Hindi Zahra może być niektórym znana, np. z piosenki Stand Up (44mln wyświetleń!!!), ale ja chcę zaproponować to akustyczne, liryczne i minimalistyczne tango: Piękny Nieznajomy. Choć ta gitarka pięknie zaznacza swoje miejsce w tej aranżacji, to jednak głos Hindi jest tu kluczowym składnikiem. Nie można mu się oprzeć i porywa nas jak syreni śpiew żeglarzy. Z tą różnicą, że na koniec podróży czeka nas o niebo lepszy los niż mitologicznych żeglarzy. Takie perfekcyjne zgranie bluesa, poezji śpiewanej i cygańskiego ducha dobrze mi robią. Miła odskocznia od gitarowych riffów, które też niezmiernie lubię.

Czytaj dalej Piękny nieznajomy – tango

A pod wpisem: 2 komentarze.

Louis Berry – z dna butelki

Podobno ostatnie moje propozycje są mocno melancholijne, więc dzisiaj coś niemelancholijnego, taki pozytywny kopniak na weekend. Od razu muszę się przyznać, że to Wojciech Mann zaprezentował to moim uszom. Wzięło mnie od pierwszych dźwięków, byłem kupiony. Na Boga nie skumam, dlaczego to ma tylko 140kilka tysięcy odsłon na youtube, przecież to prawdziwy dynamit! Ten zadymiony, przepity, przepełniony życiową traumą głos z powodzeniem mógłby należeć do kłobuka podszeptującego z dna butelki po whiskey. Przesterowane gitary z prostym, rzeczowym riffem. Po prostu bajka! Chcę więcej takiej muzy!!!

Klikamy: www.louisberryofficial.com

Klasyka – She’s Always a Woman to Me

Ta propozycja jest dla tych, których ta epoka ominęła, żeby wiedzieli skąd dzisiaj czerpią inspiracje współcześni artyści. Billy Joel to gwiazda wielkiego formatu, ale przyznaję, że musiałem do tej muzyki dorosnąć. Zdaje się, że ten rozkwitający pierwiastek starości doświadczenia (czy też umierający młodości), wzmacnia swoją rolę w doborze muzyki dla moich uszu i serca. Nie bez znaczenia jest pewnie rosnąca lista przeżyć i doświadczeń. Piękny i prawdziwy tekst, aż dziw bierze, że Billy napisał to tak wcześnie. Na stałe wpisujący się do klasyki.

Tak dla jasności. To jest cover, ale bardzo dobry i wierny oryginałowi. Fyfe Dangerfield nie przekombinował, duch i klimat tej pieśni jest zachowany, a może nawet wzmocniony.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Wulkan Damiena

Nie wiem czy można tak powiedzieć, ale to co serwuje nam Damien Rice to cichy, subtelny wybuch. Wybuch emocji, prawdy i talentu. Pięknie się tego słucha, ale koniecznie w odizolowaniu (żona na zakupy, dzieci na podwórko, whiskey w dłoń, albo lepiej w gardło….).

A pod wpisem: brak komentarzy.

Tajemniczy składnik – blues Valerie June

Pamiętacie ciasto drożdżowe babci? Znacie przepis, ale nigdy nie smakuje tak jak ten oryginał z dzieciństwa. Może jest jakiś składnik, o którym babcia nie wspomniała i zachowała dla siebie, a który jest kluczem do sukcesu? A może to nie składnik, ale sposób wygniatania ciasta? Valerie June posiadła tę tajemną wiedzę i wykorzystała ją w tym numerze. Jest tu jakaś magia, jakiś nienamacalny, tajemniczy składnik. Niby to blues, ale taki pojazzowany, z odrobiną countrowego zaśpiewu. Ciekawy głos, no i śpiewająca Pani, więc już startuje z lepszej pozycji 😉 Wszystko to składa się na cudowną potrawę, tylko malizną zajeżdża….

Dociekliwi znajdą zapewne ten teledysk do tej piosenki, ale ja go specjalnie pominąłem. Zupełnie mi nie pasuje do klimatu. Jest taki siermiężny i dosłowny do bólu jak teledyski disco-polo….

Fiona Apple – niezwykła maszyna

Ha! Dzisiaj prezentuję kolejną śpiewającą Panią. Raczej nie do usłyszenia w radiu i w Polsce mało znana – Fiona Apple – ma kilka ciekawych muzycznych propozycji. Ten konkretny numer: Extraordinary Machine – to dla mnie właśnie taka tytułowa niezwykła maszyna. Jak słyszę te wyraźnie zaakcentowane, pięknie wybrzmiałe pojedyncze dźwięki, ten pietyzm w głosie i dbałość o każdą nutę to widzę precyzyjną robotę. Maszynę rodem ze szwajcarskiej Jury zegarskiej.

Porównywanie muzyki do maszyny  jest być może nie na miejscu bo ta pierwsza powinna wypływać z serca, być nieokiełznanym tworem chwili szaleństwa. W przeciwieństwie do maszyn, od, których oczekujemy nieomylności, powtarzalności i stabilnej pracy. Jednak w tym wypadku, to porównanie,  to mój sposób na oddanie pokłonu dla artystki. W maszynie Fiony Apple, nie ma dużych śrub, niedopasowanych elementów i druciarstwa. Majstersztyk.

Polecam też: O’ Sailor

Her Lies – Asaf Avidan na bluesowo

Jeszcze zanim wzięli się za niego DJ-eje i stał się rozpoznawalny – Asaf Avidan trafił w moje uszy z tym numerem (coś około 2008 roku). Szczerze się przyznam, że po pierwszym przesłuchaniu byłem przekonany, że to kobiecy wokal (sic!). Nie znam całej jego twórczości, wiem jedynie, że latały po radiu jakieś remixy czy „dansowe” przeróbki więc ten Asaf Avidan na bluesowo może być zaskoczeniem.

Właśnie wsłuchałem się w tekst i już wiem dlaczego tak mnie ten numer „bierze”. W tym tekście, jego interpretacji, głosie i krzyku słychać autentyczność, czuję, że on to przeżył a ja przeżywam z nim…

Tak to jest z tymi babskimi kłamstwami 😉

 

A pod wpisem: brak komentarzy.