Slothrust Double Down – odkrywcze granie ;)

To niby nie jest jakoś specjalnie odkrywcze granie. Ot standardowe instrumentarium zespołu rockowego. Jednak podążając takim tropem jak może nam się podobać… cokolwiek? Są zespoły, czy też czasem tylko pojedyncze utwory, które wymykają się schematom. Double Down jest właśnie takim utworem, coś w nim nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ciekawy, mocny kobiecy wokal tylko ułatwił mi podjęcie decyzji o dodaniu tego na Czek Iz Aut.

A pod wpisem: 2 komentarze.

Odlot z Lindą Perry – Fly Away

Prezentowana tu artystka to kolejne antidotum na absentia feminina vocalis, ale o jak innym składzie niż propozycja Ayo. Mamy tu kawał zdartego głosu z bluesowym zadziorem, który jednak potrafi przemycić pięknie czystą, wybrzmiewającą nutę. Zawodzenie organów hammonda, przerywane rytmicznym brzdękaniem gitary. I to wszystko w formie wolnego,  stripteasująco-bujającego bluesa. Słowem odlot z Lindą Perry. Kim? zapytacie. Już odpowiadam – to ta sama Pani co z zespołem 4 Non Blondes śpiewała What’s going on.

Brass Against the Machine

Wprawdzie poza zmianą instrumentarium Brass Against the Machine nie wniosło nic nowego do tej piosenki, to słucha się tego przyjemnie. Oryginalny duch utworu nie zginął, jest to nadal na wskroś RATM-owa muza. Taka, przy której nie można siedzieć spokojnie, co widać po zachowaniu wykonawców tego covera. Co ciekawe, ta nuta się wcale nie zestarzała, wciąż zachwyca jak niegdyś, a nie oszukujmy się – trochę czasu już minęło. Oczywiście nikt tego nie zaśpiewa tak jak Chris Cornell, ale Pani Sophia Urista ma – parafrazując Jana Maria Rokitę – niezły organ (głosowy – oczywiście). Przyznacie, że to nietypowy kobiecy wokal na Czek Iz Aut, ale jej głos sprawdza się w takim klimacie. Jeśli ten dęty cover Wam się spodobał to BATM ( 😉 ) ma tego więcej.

A pod wpisem: 4 komentarze.

Dwa żywioły – David Byrne & St. Vincent

Jak pierwszy raz, po rekomendacji kolegi, usłyszałem Who nie mogłem usiedzieć na miejscu. Rozsadzała mnie jakaś dziwna energia i poczucie, że jestem bliski odkrycia Prawdy przez duże P. Ten numer to prawdziwa ciekawostka muzyczna, coś czego nie da się porównać z niczym innym. To gatunek sam w sobie, który nie daje się zaszufladkować. Ten duet jest jak dwa żywioły, które połączonymi siłami miażdżą system. A mnie razem z nim….

Nic dziwnego bo David Byrne to kultowy wykonawca, który zapisał się grubą kreską w annałach muzycznych. Tylko Wam się wydaje, że go nie znacie. Wystarczy, że rzucę takie hasła jak: It’s My Life, Psycho Killer, Once in a Lifetime czy po prostu – Talking Heads. Jestem przekonany, że każdy zetknął się z jego twórczością nawet o tym nie wiedząc. I właśnie wpadłem na pomysł, żeby zaprezentować cover jednego z ich „szlagierów”, ale to przy innej okazji.

Myslę, że z Davidem Byrne’em spotkamy się nie raz.

Ida Maria – mniej liryczne podejście do śpiewania

A to dla odmiany… śpiewająca Pani 😀 Ale nie uciekajcie od razu! Ida Maria to norweska artystka, ale śpiewająca po angielsku. Gdzieś tam musiała się kręcić po radiu czy TV, bo mam wrażenie, „że ja już ją gdzieś słyszałem”…. Jednak w przeciwieństwie do większości prezentowanych przeze mnie piosenkarek Ida Maria ma… powiedzmy: mniej liryczne podejście do śpiewania 🙂

Bad Karma, to fajny, rock ‚n rollowy kawałek z porządnym gitarowym riffem, rzeczowym tekstem wykrzyczanym silnym punkowym głosem. Jest też miejsce na męski chórek (hi hi). Ma to wszystko ręce i nogi i słucha się tego bardzo przyjemnie. To taki kawałek”ładujący akumulator”, ale nie za bardzo do auta bo punktów jest tylko 24!

Black Pistol Fire – powrót niekombinowanej muzy

Moje serce rośnie jak słyszę, że młodzi ludzie, młode zespoły popełniają takie numery. Minimalistyczny skład Black Pistol Fire od razu kojarzy się z White Stripes, czyli gramy wedle dewizy: kto powiedział, że w zespole musi być basista 😉 ? Charyzma lidera też nie jest na pokaz, widać zgranie, radość tworzenia i ten rock n’ rollowy „wkurw”. Śmiem twierdzić, że takie granie, mocno czerpiące z historii muzyki, szybko się nie zestarzeje. Chciałoby się rzec: dynamit, ale bardziej na miejscu będzie stwierdzenie: pistolet, czarny pistolet. Ogłaszam wszem i wobec: to powrót niekombinowanej muzy, szczerej i dobrej!!! Po prostu musisz to Czek Iz Aut!!!

I żeby mi nikt nie zarzucał, że tylko śpiewające Panie 😛

Klikamy: BPF

Świetna zabawa, serce i zdarty głos – Roxanne

Śledzący Czek Iz Aut od początku zauważyli pewnie, że lubię covery. Dawno żadnego nie było, więc dzisiaj proponuję Brothers Moving z ich akustyczną wersją przeboju Police: Roxanne. Nie znam tzw. backgroundu tego zespołu, ale z filmików na youtube wynika, że to uliczni grajkowie. Z angielska: buskers.  Podoba mi się ich granie, przepis zdaje się prosty: świetna zabawa, serce i zdarty głos.

Roxanne nie można odmówić miejsca w panteonie klasyki. Ba! być może wiedzie nawet prym w tym gronie. Police chcieli grać reggae i w tym numerze wyraźnie to słychać. Z klasyką – wiadomo – się nie dyskutuje, cenię jednak artystów, którzy próbują tchnąć coś świeżego, swojego do takiego grubego kawałka jak Roxanne. Dlatego właśnie lubię prześledzić youtube pod kątem coverów i będę ich dla Was znajdował więcej.

Tymczasem klikamy: Brothers Moving

 

Louis Berry – z dna butelki

Podobno ostatnie moje propozycje są mocno melancholijne, więc dzisiaj coś niemelancholijnego, taki pozytywny kopniak na weekend. Od razu muszę się przyznać, że to Wojciech Mann zaprezentował to moim uszom. Wzięło mnie od pierwszych dźwięków, byłem kupiony. Na Boga nie skumam, dlaczego to ma tylko 140kilka tysięcy odsłon na youtube, przecież to prawdziwy dynamit! Ten zadymiony, przepity, przepełniony życiową traumą głos z powodzeniem mógłby należeć do kłobuka podszeptującego z dna butelki po whiskey. Przesterowane gitary z prostym, rzeczowym riffem. Po prostu bajka! Chcę więcej takiej muzy!!!

Klikamy: www.louisberryofficial.com

Y La Bamba – Persona adulta de sexo femenino

Niestety nie mogę nic powiedzieć o tekście, ale warstwa muzyczna do mnie przemawia. Im dłużej się w to wsłuchuję tym bardziej mi robi. Ciekawe to wszystko: te upiorne zawodzenia, plumkający basik, 8-bitowe odgłosy syntezatora rodem z  C64 i ten mantra na wokalu. Jak rozumiem liderem zespołu jest dziewczyna pochodzenia amerykańsko-meksykańskiego. Wynikiem takich zderzających się kultur jest cudowna muzyka. Jak ta propozycja Y La Bamba.

A dla dociekliwych a leniwych, Mujeres to: Persona adulta de sexo femenino. I wszystko jasne 😉