TULIA – mistyczna i mroczna, czyli Nieznajomy Dawida Podsiadło

Na blogu Czek Iz Aut staram się szukać muzyki niszowej, niespotykanej i takiej, na którą ciężko się natknąć w polskim radiu czy telewizji. A filmik, który ma 5mln odsłon ciężko nazwać niszowym 😉 To małe odstępstwo z mojej strony, ale nie zrażajcie się za szybko bo to perełka. Pamiętam, że z płyty Comfort and Happiness Dawida Podsiadło to właśnie Nieznajomy zrobił na mnie największe wrażenie. I to właśnie ten numer wzięły na barki dziewczyny z TULIA. Uważam, że udźwignęły to zadanie bezbłędnie i mogą śpiewać to z dumnie uniesioną głową. Odelżona(*) w stosunku do oryginału warstwa muzyczna, mistyczna i mroczna w klimacie oraz ten folkowy „twist” sprawiają, że ten cover z pietyzmem i chirurgiczną wręcz precyzją dobiera się nam do serca.

Czytaj dalej TULIA – mistyczna i mroczna, czyli Nieznajomy Dawida Podsiadło

A pod wpisem: 4 komentarze.

incarNations – Nie tylko na jedną noc

Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten cover poczułem, że duch w narodzie nie zginął. W gąszczu miernoty serwowanej przez tzw. stacje radiowe z ich „playlistami” to był powiew świeżości, coś ciekawego, przemyślanego. Perfekcyjnie odgrzany kotlet z nutą jazzu, swingu i bluesa . Maja Kleszcz ze swoim ciekawie zmanierowanym głosem nie będzie każdemu pasować. Mnie urzekło i chciałbym takiej muzyki więcej – nie tylko na jedną noc.

P.S. Co ciekawe, piosenkę znam od dziecka, ale gdyby mnie ktoś zapytał kto to wykonywał w oryginale kompletnie by mnie zablokowało. Oczywiście zgooglałem i teraz wiem, że to (jakiś) Bolter.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Bang Bang – wystrzałowy cover Ani

Ania Dąbrowska to według mnie najpłodniejsza (sic!) i najbardziej utalentowana artystka polskiej sceny. Z tych post-idolowych „gwiazdeczek” tylko Ona pisze dobre numery, przemyślane i inteligentne teksty z chwytliwymi melodiami. Nic dziwnego, że tylko Ona jeszcze jest na scenie i mam nadzieję, że nie powiedziała jeszcze (a raczej nie wyśpiewała) ostatniego słowa. A propos sceny – miałem okazję zobaczyć Anię niedawno na koncercie…. nie byłem zachwycony. Poczułem się jak na prezentacji produktu – garnków czy odkurzaczy – niby wszystko na miejscu, prezentacja poprawna i produkty działają, ale miałem poczucie, że sprzedawca myślami jest gdzieś daleko i marzy tylko, żeby ciało też się tam znalazło….

Jednak Pani Ani nie udało się tym nie najlepszym koncertem zdetronizować samej siebie. Nadal jest dla mnie „numero uno” i jest gdzieś w czołówce na liście moich „drugich żon” 🙂 Jako, że lubię covery, Bang Bang nie mogło zabraknąć na czekizaut. Uważam, że Ania tchnęła w ten numer świeżość i z sukcesem zaprezentowała nam ten „wystrzałowy cover”.

A pod wpisem: 3 komentarze.