Rockowy smaczek po mongolsku

Podczas jednej z moich youtubowych sesji natknąłem się na taki smaczek po mongolsku. Wszystko mi tu dobrze zagrało: teledysk z jego szybkim, iście hollywoodzkim montażem, agresywne szarpanie strun i oczywiście wokal. Polecam przesłuchać z włączonymi napisami i wtedy przekonacie się, że ta agresja i moc bijąca z wokalu ma swoje podparcie w tekście. Jest tam mowa o zdrajcach, o Mongolii, o przodkach i przepowiedniach. Nie znam mongolskiego więc nie wiem czy ten tekst po angielsku nie jest wygładzony. Może mówią tam o odcinaniu języków, sikaniu do otworów po odciętej głowie albo wieszaniu za jaja….

Czytaj dalej Rockowy smaczek po mongolsku
A pod wpisem: 2 komentarze.

Sia pod perukowym-kokardowym alter-ego

Sia jest teraz ogólnie znaną i rozpoznawalną artystką, która ukrywa się pod perukowym-kokardowym alter-ego. Ale ja ją pamiętam z czasów, kiedy była jeszcze…. hmmm… normalna? Nasza znajomość zaczęła się od tego właśnie kawałka: Soon We’ll Be Found. To już prawie 10 lat, a stwierdzam, że utwór jest tak samo magiczny dzisiaj jak był w 2009 roku. Od tego głosu przechodzą ciarki po plecach. Tak samo intensywne jak wtedy, tylko plecy ciut starsze i oprócz ciarek czuć inne sensacje… Teledysk to też piękne dzieło, którego stworzenie na pewno zajęło sporo czasu. I za to wielki kudos!

Czytaj dalej Sia pod perukowym-kokardowym alter-ego

A pod wpisem: 2 komentarze.

Poranna kawa – Gili Yalo

Płynąc na fali Songhoy Blues, którzy naprawdę zamieszali mi w głowie, natknąłem się też na utwór Coffee – przyjemnie orzeźwiający niczym poranna kawa w dobrze zapowiadającym się dniu. Np takim, w którym odbierasz nowy (używany) samochód, spotykasz się z kochanką albo zmieniasz pracę. Gili Yalo to Izraelczyk z korzeniami etiopskimi. Muzycznie uzdolnione osoby o takich korzeniach to wulkany kreatywności, które kiedy wybuchną to z prawdziwą energią, prawdziwie cudownym brzmieniem i prawdą w sercu. Jako, że nie jestem muzycznie wykształcony, a muzykę odbieram przez skórę, pory, układ krwionośny i inne trzewia nie wiem jak nazwać ten charakterystyczny rytm. Klimatem jest jednak zbliżony do tego z Songhoy Blues, więc coś co nazywam muzyką świata musiało maczać w tym palce.

A pod wpisem: 2 komentarze.

Kazu Makino – I wanna be next to you

Już wielokrotnie wspominałem, że uwielbiam kobiece głosy i selekcja utworów na Czek Iz Aut jest na to niezbitym dowodem. Tym razem zakochałem się w Kazu Makino, która tu gościnnie wystąpiła obok Sam’a Evian. W sumie nie można tu mówić o gościnnym wystąpieniu… To raczej niebiańskie zstąpienie, eden, boski dotyk, ambrozja, czekolada i wszystko inne co cudowne. Kiedy słyszę jak szepcze mi do ucha I wanna be next to you, jestem kompletnie bezbronny i boje się, że odpowiednio przechytrzony mógłbym nawet podpisać Polexit. Słysząc te rytmy tak przypominające mi Zero 7 jestem pod działaniem jakiegoś silnego leku, tępiącego moje zmysły. Nie mam powonienia i smaku, a dotyk „drewnieje”. Jednak umysł jest jasny, nakręcony a wizje kolorowe. A w tych wizjach Kazu jak mantrę powtarza: I wanne be next to you….

Klikamy: Sam Evian