The Dø – pobudka z piosenką na ustach

Co może zrobić amator entuzjasta dobrej muzy z youtube, kiedy obudzi się z piosenką na ustach? Proste! Musi ją ponownie posłuchać i wrzucić na swoją stronę. Właśnie taka sytuacja spotkała mnie dzisiaj. Konkretnie wkręcił mi się ten fragment: „… so many people around. We dissapoint and let down…„. Miałem przygotowany inny materiał, ale to było silniejsze.

Czytaj dalej The Dø – pobudka z piosenką na ustach

A pod wpisem: 2 komentarze.

primo i secundo – Jenn Champion

Jest coś niesłychanie wciągającego w tym utworze Jenn Champion. Nie wiem czy to beat rodem z lat 80tych, czy może ciekawy głos wokalistki? Pomijam warstwę wizualną rodem z Erka Prydza, bo pierwej to usłyszałem a już mnie wessało 😛 Nawet jednak uwzględniając teledysk, ciężko – przepraszam za zwrot – „wymacać” ten wciągający element. Może ktoś mi zarzucić, że ten blog to nie miejsce na takie numery, że to trochę parkietowe, ale jest małe primo i secundo:

primo – to mój blog i moja totalnie subiektywna selekcja;

secundo – nigdzie indziej na to nie natraficie, a jak już w radiu to zagrają to będziecie pamiętać, że usłyszeliście to najpierw na Czek Iz Aut.

Cover na wyciszenie po burzy – No diggity

Chet Faker to wykonawca, na którego natknąłem się przy okazji teledysku do Gold – wrzucam to w komentarzach bo też warto poświęcić chwilę czasu (choćby tylko na warstwę wizualną). A wracając do No Diggity, to oryginał obił się o uszy, no bo jak nie mógł się obić? W 1996 roku, kiedy na MTV można było jeszcze posłuchać muzyki, chłonęło się wszystko co tylko ta stacja zaserwowała. No i ta nutka też się gdzieś w zwojach zapisała, choć to zupełnie nie moja para kaloszy…

Czytaj dalej Cover na wyciszenie po burzy – No diggity

A pod wpisem: 3 komentarze.

Prostota i szorstki wokal czyli Bomba Estéreo

Przesłuchałem studyjną wersję tej piosenki, ale nie przemówiła do mnie tak jak ta wersja live z KEXP. Tutaj spodobało mi się długie intro, odsunięty w tył wokal i wyeksponowana gitarka – prawie na pewno efekt niezamierzony – ale akurat in plus w moim odczuciu. Studyjnie zrobiło się z tego takie trochę „parkietowe granie”. Nie w tym nic w tym złego, „parkietowe” kawałki mogą być fajne i na pewno kiedyś jakiś trafi na CzekIzAut. Ta kompozycja w tej aranżacji ma naprawdę fajny „vibe”, przesłuchałem ją już kilkanaście razy zanim podzieliłem się z Wami i wciąż do niej wracam. Kluczem jest tu chyba prostota i szorstki wokal artystki z Bomba Estéreo. To kolejny przykład, że minimalizm mi bardzo robi. Czek Iz Aut!

Z ciekawości sprawdziłem pozostałą twórczość Bomba Estéreo i mam wrażenie, że El Alma y el Cuerpo to wypadek przy pracy. Gdybym trafił najpierw na ich inny numer, szanse są, że przeszedłbym obojętnie i ta „Bomba” nigdy by tu nie wylądowała. To pokazuje, że nie wolno niczego i nikogo skreślać, bo prawdziwe perełki kryją się pod grubą warstwą śmierdzącego mułu…

Swoją drogą, kanał KEXP stał się kopalnią ciekawostek.

A pod wpisem: 4 komentarze.

Piękny nieznajomy – tango

Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć… To kolejna Pani, która śpiewa i która trafia na Czek Iz Aut. Hindi Zahra może być niektórym znana, np. z piosenki Stand Up (44mln wyświetleń!!!), ale ja chcę zaproponować to akustyczne, liryczne i minimalistyczne tango: Piękny Nieznajomy. Choć ta gitarka pięknie zaznacza swoje miejsce w tej aranżacji, to jednak głos Hindi jest tu kluczowym składnikiem. Nie można mu się oprzeć i porywa nas jak syreni śpiew żeglarzy. Z tą różnicą, że na koniec podróży czeka nas o niebo lepszy los niż mitologicznych żeglarzy. Takie perfekcyjne zgranie bluesa, poezji śpiewanej i cygańskiego ducha dobrze mi robią. Miła odskocznia od gitarowych riffów, które też niezmiernie lubię.

Czytaj dalej Piękny nieznajomy – tango

A pod wpisem: 2 komentarze.

Klasyka – She’s Always a Woman to Me

Ta propozycja jest dla tych, których ta epoka ominęła, żeby wiedzieli skąd dzisiaj czerpią inspiracje współcześni artyści. Billy Joel to gwiazda wielkiego formatu, ale przyznaję, że musiałem do tej muzyki dorosnąć. Zdaje się, że ten rozkwitający pierwiastek starości doświadczenia (czy też umierający młodości), wzmacnia swoją rolę w doborze muzyki dla moich uszu i serca. Nie bez znaczenia jest pewnie rosnąca lista przeżyć i doświadczeń. Piękny i prawdziwy tekst, aż dziw bierze, że Billy napisał to tak wcześnie. Na stałe wpisujący się do klasyki.

Tak dla jasności. To jest cover, ale bardzo dobry i wierny oryginałowi. Fyfe Dangerfield nie przekombinował, duch i klimat tej pieśni jest zachowany, a może nawet wzmocniony.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Wulkan Damiena

Nie wiem czy można tak powiedzieć, ale to co serwuje nam Damien Rice to cichy, subtelny wybuch. Wybuch emocji, prawdy i talentu. Pięknie się tego słucha, ale koniecznie w odizolowaniu (żona na zakupy, dzieci na podwórko, whiskey w dłoń, albo lepiej w gardło….).

A pod wpisem: brak komentarzy.

Tajemniczy składnik – blues Valerie June

Pamiętacie ciasto drożdżowe babci? Znacie przepis, ale nigdy nie smakuje tak jak ten oryginał z dzieciństwa. Może jest jakiś składnik, o którym babcia nie wspomniała i zachowała dla siebie, a który jest kluczem do sukcesu? A może to nie składnik, ale sposób wygniatania ciasta? Valerie June posiadła tę tajemną wiedzę i wykorzystała ją w tym numerze. Jest tu jakaś magia, jakiś nienamacalny, tajemniczy składnik. Niby to blues, ale taki pojazzowany, z odrobiną countrowego zaśpiewu. Ciekawy głos, no i śpiewająca Pani, więc już startuje z lepszej pozycji 😉 Wszystko to składa się na cudowną potrawę, tylko malizną zajeżdża….

Dociekliwi znajdą zapewne ten teledysk do tej piosenki, ale ja go specjalnie pominąłem. Zupełnie mi nie pasuje do klimatu. Jest taki siermiężny i dosłowny do bólu jak teledyski disco-polo….

incarNations – Nie tylko na jedną noc

Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten cover poczułem, że duch w narodzie nie zginął. W gąszczu miernoty serwowanej przez tzw. stacje radiowe z ich „playlistami” to był powiew świeżości, coś ciekawego, przemyślanego. Perfekcyjnie odgrzany kotlet z nutą jazzu, swingu i bluesa . Maja Kleszcz ze swoim ciekawie zmanierowanym głosem nie będzie każdemu pasować. Mnie urzekło i chciałbym takiej muzyki więcej – nie tylko na jedną noc.

P.S. Co ciekawe, piosenkę znam od dziecka, ale gdyby mnie ktoś zapytał kto to wykonywał w oryginale kompletnie by mnie zablokowało. Oczywiście zgooglałem i teraz wiem, że to (jakiś) Bolter.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Me and My Friends „Holidays” – perfekcjonizm

Tutaj nie ma się co rozwodzić, po prostu dobra muza, ale kilka słów od siebie powiedzieć muszę. Miód na moje uszy, ale koniecznie przykryte słuchawkami! Delikatność i subtelność tego utworu, zmiany tempa i klimat…. Jednym słowem? Perfekcjonizm.

Komuś może nie do końca odpowiadać głos wokalisty, ale w sumie komponuje się to wszystko wyśmienicie. Jak Crema di Aceto Balsamico di Modena z lodami…

Co mnie tu jeszcze ujmuje to ta „radość tworzenia” jaka kipi z tej grupy.

Klikamy: https://www.youtube.com/user/meandmyfriends0band

A pod wpisem: brak komentarzy.