Songhoy Blues – na pierwszy słuch ucha

Ciekawym jest w jaką pułapkę łapiemy się czasem z tzw. muzyką świata. Chociaż to absurdalne, to „na pierwszy słuch ucha” wydaje się, że jak muzyka pochodzi np. z Afryki (jak w przypadku Songhoy Blues) to na pewno jest tworzona na prymitywnych instrumentach, śpiewana przez szamana w sandałach i ludowym stroju. A sam szaman skacząc bosymi stopy po klepisku obok ogniska, na pewno jest pod wpływem bliżej niezidentyfikowanego narkotyku robionego z trzewi ropuchy, skrzydeł nietoperza i włosów łonowych borsuka. Bzdura! prawda? Dlatego ucieszyłem się jak natrafiłem na tego bluesa. Da się wyczuć afrykański rytm, odmłodzony czy też całkiem zmieniony dzięki elektrycznym gitarom. Jednak Al Hassidi Terei jest tak świeże i tchnie z tego taka radość tworzenia, że nie mogę przestać tego słuchać.

Do tego ten teledysk, tak prosty pomysł a tak fajnie się to ogląda. No, ale jak widać od tradycji nie da się uciec za daleko i klasyczne stroje są.

Slothrust Double Down – odkrywcze granie ;)

To niby nie jest jakoś specjalnie odkrywcze granie. Ot standardowe instrumentarium zespołu rockowego. Jednak podążając takim tropem jak może nam się podobać… cokolwiek? Są zespoły, czy też czasem tylko pojedyncze utwory, które wymykają się schematom. Double Down jest właśnie takim utworem, coś w nim nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ciekawy, mocny kobiecy wokal tylko ułatwił mi podjęcie decyzji o dodaniu tego na Czek Iz Aut.

A pod wpisem: 2 komentarze.

primo i secundo – Jenn Champion

Jest coś niesłychanie wciągającego w tym utworze Jenn Champion. Nie wiem czy to beat rodem z lat 80tych, czy może ciekawy głos wokalistki? Pomijam warstwę wizualną rodem z Erka Prydza, bo pierwej to usłyszałem a już mnie wessało 😛 Nawet jednak uwzględniając teledysk, ciężko – przepraszam za zwrot – „wymacać” ten wciągający element. Może ktoś mi zarzucić, że ten blog to nie miejsce na takie numery, że to trochę parkietowe, ale jest małe primo i secundo:

primo – to mój blog i moja totalnie subiektywna selekcja;

secundo – nigdzie indziej na to nie natraficie, a jak już w radiu to zagrają to będziecie pamiętać, że usłyszeliście to najpierw na Czek Iz Aut.

Brass Against the Machine

Wprawdzie poza zmianą instrumentarium Brass Against the Machine nie wniosło nic nowego do tej piosenki, to słucha się tego przyjemnie. Oryginalny duch utworu nie zginął, jest to nadal na wskroś RATM-owa muza. Taka, przy której nie można siedzieć spokojnie, co widać po zachowaniu wykonawców tego covera. Co ciekawe, ta nuta się wcale nie zestarzała, wciąż zachwyca jak niegdyś, a nie oszukujmy się – trochę czasu już minęło. Oczywiście nikt tego nie zaśpiewa tak jak Chris Cornell, ale Pani Sophia Urista ma – parafrazując Jana Maria Rokitę – niezły organ (głosowy – oczywiście). Przyznacie, że to nietypowy kobiecy wokal na Czek Iz Aut, ale jej głos sprawdza się w takim klimacie. Jeśli ten dęty cover Wam się spodobał to BATM ( 😉 ) ma tego więcej.

A pod wpisem: 4 komentarze.

Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

OK, muszę się do czegoś przyznać. Okazuje się, że cierpię na pewne schorzenie laryngologiczne, które jeszcze nie ma nazwy zwyczajowej*, ale z łaciny nazywa się: absentia feminina vocalis. Przyczyny schorzenia nie są znane, ale nie ma co rozpaczać bo mam na to lekarstwo! Wystarczy Śpiewająca Pani i wszystko wraca do normy (przynajmniej na kilka dni…).

Czytaj dalej Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

A pod wpisem: 5 komentarzy.

Cover na wyciszenie po burzy – No diggity

Chet Faker to wykonawca, na którego natknąłem się przy okazji teledysku do Gold – wrzucam to w komentarzach bo też warto poświęcić chwilę czasu (choćby tylko na warstwę wizualną). A wracając do No Diggity, to oryginał obił się o uszy, no bo jak nie mógł się obić? W 1996 roku, kiedy na MTV można było jeszcze posłuchać muzyki, chłonęło się wszystko co tylko ta stacja zaserwowała. No i ta nutka też się gdzieś w zwojach zapisała, choć to zupełnie nie moja para kaloszy…

Czytaj dalej Cover na wyciszenie po burzy – No diggity

A pod wpisem: 3 komentarze.

The Thrill is Gone – THE PIOSENKA

W czasach kiedy pieluchy były tylko tetrowe, a w każdym domu słuchało się Akademii Pana Kleksa, Natalii Kukulskiej czy Piccolo Coro dell’ Antoniano  – oczywiście wtedy tylko z winyli – w płytotece mojego taty była ta perełka: Live in County Cook Jail. Jeśli istnieje coś takiego jak piosenka, która nie może się znudzić, do której chętnie wracam, niezależenie od nastroju i niezależnie od upływu czasu, która zawsze pobudza pozytywne emocje i której każdą nutkę znam na pamięć. Utwór, który można by z angielska sparafrazować jako THE PIOSENKA, to  w moim przypadku musi być The Thrill is Gone B.B.Kinga.

Czytaj dalej The Thrill is Gone – THE PIOSENKA

A pod wpisem: 2 komentarze.

Uczciwe granie – The Record Company

Już nie pamiętam jak na to trafiłem, ale spodobało mi się od pierwszych dźwięków i czułem w kościach (a może raczej w uchu…), że z każdą kolejną nutką i riffem może być tylko lepiej. The Record Company nie zawiodło. Prezentują takie, jak ja to lubię nazywać, uczciwe granie. Bez specjalnych udziwnień, zbędnej elektroniki i przesytu instrumentów. Brzmi jak stary dobry rock n’roll choć to dosyć świeży towar. Czytaj dalej Uczciwe granie – The Record Company