Dawid Bowie – I can’t read

Przyznam się bez bicia, że nie znam całej twórczości Dawida Bowie. Myślę, jednak, że przyjdzie na to odpowiednia pora. Powiedzmy, że to trafia na moją Bucket List. A wracając do Bowie’ego każdy zna Let’s Dance, Heroes, The Man Who Sold the World i być może Space Oddity, ale już ten numer – I can’t read – jest Wam pewnie nieznany. I wielka to szkoda, bo to perełka, cudownie minimalistyczna, głęboko poruszająca jakieś wewnętrzne struny i inteligentna. Jest to jednak szkoda, którą właśnie naprawiamy, bo dzięki Czek Iz Aut macie okazję się zaznajomić z tą piosenką a być może nawet polubić…

Czytaj dalej Dawid Bowie – I can’t read

Nauka vs. Muzyka – dźwięki cymatyczne

Czasami dodaję coś na Czek Iz Aut z tagiem ciekawostka. Są to muzyczne podróże, które niekoniczne można w jasny sposób zaklasyfikować, lub nie wiadomo jak je spożyć. Dzisiejsza propozycja wymyka się nawet z tej grupy – to w sumie muzyczno-naukowy eksperyment. Nigel Stanford i jego Nauka vs. Muzyka wciągnęło mnie od razu. Zgadzam się, że to nietypowa propozycja, ale skoro moją misją jest krzewić coś ciekawego i odrzucić to co miałkie, to miejsce dla Science vs. Music na moim muzycznym blogu jest. Tę potrawę koniecznie spożywać z warstwą wizualną, bo ktoś się tu napracował i wyszło pysznie.

To prawda, że człowiek uczy się całe życie – właśnie się dowiedziałem, że jest coś takiego jak cymatyka i jest to dziedzina nauki zajmująca się kształtami fal akustycznych. Zajrzyjcie na stronę Nigela, bo jest więcej ciekawostek, które już tu nie trafią – link poniżej.

KONIECZNIE klikamy: nigelstanford.com

Songhoy Blues – na pierwszy słuch ucha

Ciekawym jest w jaką pułapkę łapiemy się czasem z tzw. muzyką świata. Chociaż to absurdalne, to „na pierwszy słuch ucha” wydaje się, że jak muzyka pochodzi np. z Afryki (jak w przypadku Songhoy Blues) to na pewno jest tworzona na prymitywnych instrumentach, śpiewana przez szamana w sandałach i ludowym stroju. A sam szaman skacząc bosymi stopy po klepisku obok ogniska, na pewno jest pod wpływem bliżej niezidentyfikowanego narkotyku robionego z trzewi ropuchy, skrzydeł nietoperza i włosów łonowych borsuka. Bzdura! prawda? Dlatego ucieszyłem się jak natrafiłem na tego bluesa. Da się wyczuć afrykański rytm, odmłodzony czy też całkiem zmieniony dzięki elektrycznym gitarom. Jednak Al Hassidi Terei jest tak świeże i tchnie z tego taka radość tworzenia, że nie mogę przestać tego słuchać.

Do tego ten teledysk, tak prosty pomysł a tak fajnie się to ogląda. No, ale jak widać od tradycji nie da się uciec za daleko i klasyczne stroje są.

Slothrust Double Down – odkrywcze granie ;)

To niby nie jest jakoś specjalnie odkrywcze granie. Ot standardowe instrumentarium zespołu rockowego. Jednak podążając takim tropem jak może nam się podobać… cokolwiek? Są zespoły, czy też czasem tylko pojedyncze utwory, które wymykają się schematom. Double Down jest właśnie takim utworem, coś w nim nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ciekawy, mocny kobiecy wokal tylko ułatwił mi podjęcie decyzji o dodaniu tego na Czek Iz Aut.

A pod wpisem: 2 komentarze.

Take Me Out – cojones są nadal na miejscu

Take me Out to już klasyk, choć zdaje się jakby Franz Ferdinand grali to wczoraj (sic!). Numer ma fajne rockowe, nieogolone cojones, które nie pozwalają nogom stać bezczynnie ;). Jak się zabiera za taki klasyk to nie można zastosować podejścia jeden-do-jednego, nutka za nutkę. Najoczywistszym rozwiązaniem jest np. spowolnienie tempa czy zmiana instrumentu, ale nie zawsze kończy się to dobrym rezultatem. Internety pełne są przykładów takich coverowych odgrzanych kotletów.

Czytaj dalej Take Me Out – cojones są nadal na miejscu

primo i secundo – Jenn Champion

Jest coś niesłychanie wciągającego w tym utworze Jenn Champion. Nie wiem czy to beat rodem z lat 80tych, czy może ciekawy głos wokalistki? Pomijam warstwę wizualną rodem z Erka Prydza, bo pierwej to usłyszałem a już mnie wessało 😛 Nawet jednak uwzględniając teledysk, ciężko – przepraszam za zwrot – „wymacać” ten wciągający element. Może ktoś mi zarzucić, że ten blog to nie miejsce na takie numery, że to trochę parkietowe, ale jest małe primo i secundo:

primo – to mój blog i moja totalnie subiektywna selekcja;

secundo – nigdzie indziej na to nie natraficie, a jak już w radiu to zagrają to będziecie pamiętać, że usłyszeliście to najpierw na Czek Iz Aut.

Dwa żywioły – David Byrne & St. Vincent

Jak pierwszy raz, po rekomendacji kolegi, usłyszałem Who nie mogłem usiedzieć na miejscu. Rozsadzała mnie jakaś dziwna energia i poczucie, że jestem bliski odkrycia Prawdy przez duże P. Ten numer to prawdziwa ciekawostka muzyczna, coś czego nie da się porównać z niczym innym. To gatunek sam w sobie, który nie daje się zaszufladkować. Ten duet jest jak dwa żywioły, które połączonymi siłami miażdżą system. A mnie razem z nim….

Nic dziwnego bo David Byrne to kultowy wykonawca, który zapisał się grubą kreską w annałach muzycznych. Tylko Wam się wydaje, że go nie znacie. Wystarczy, że rzucę takie hasła jak: It’s My Life, Psycho Killer, Once in a Lifetime czy po prostu – Talking Heads. Jestem przekonany, że każdy zetknął się z jego twórczością nawet o tym nie wiedząc. I właśnie wpadłem na pomysł, żeby zaprezentować cover jednego z ich „szlagierów”, ale to przy innej okazji.

Myslę, że z Davidem Byrne’em spotkamy się nie raz.

Prostota i szorstki wokal czyli Bomba Estéreo

Przesłuchałem studyjną wersję tej piosenki, ale nie przemówiła do mnie tak jak ta wersja live z KEXP. Tutaj spodobało mi się długie intro, odsunięty w tył wokal i wyeksponowana gitarka – prawie na pewno efekt niezamierzony – ale akurat in plus w moim odczuciu. Studyjnie zrobiło się z tego takie trochę „parkietowe granie”. Nie w tym nic w tym złego, „parkietowe” kawałki mogą być fajne i na pewno kiedyś jakiś trafi na CzekIzAut. Ta kompozycja w tej aranżacji ma naprawdę fajny „vibe”, przesłuchałem ją już kilkanaście razy zanim podzieliłem się z Wami i wciąż do niej wracam. Kluczem jest tu chyba prostota i szorstki wokal artystki z Bomba Estéreo. To kolejny przykład, że minimalizm mi bardzo robi. Czek Iz Aut!

Z ciekawości sprawdziłem pozostałą twórczość Bomba Estéreo i mam wrażenie, że El Alma y el Cuerpo to wypadek przy pracy. Gdybym trafił najpierw na ich inny numer, szanse są, że przeszedłbym obojętnie i ta „Bomba” nigdy by tu nie wylądowała. To pokazuje, że nie wolno niczego i nikogo skreślać, bo prawdziwe perełki kryją się pod grubą warstwą śmierdzącego mułu…

Swoją drogą, kanał KEXP stał się kopalnią ciekawostek.

A pod wpisem: 4 komentarze.