Songhoy Blues – na pierwszy słuch ucha

Ciekawym jest w jaką pułapkę łapiemy się czasem z tzw. muzyką świata. Chociaż to absurdalne, to „na pierwszy słuch ucha” wydaje się, że jak muzyka pochodzi np. z Afryki (jak w przypadku Songhoy Blues) to na pewno jest tworzona na prymitywnych instrumentach, śpiewana przez szamana w sandałach i ludowym stroju. A sam szaman skacząc bosymi stopy po klepisku obok ogniska, na pewno jest pod wpływem bliżej niezidentyfikowanego narkotyku robionego z trzewi ropuchy, skrzydeł nietoperza i włosów łonowych borsuka. Bzdura! prawda? Dlatego ucieszyłem się jak natrafiłem na tego bluesa. Da się wyczuć afrykański rytm, odmłodzony czy też całkiem zmieniony dzięki elektrycznym gitarom. Jednak Al Hassidi Terei jest tak świeże i tchnie z tego taka radość tworzenia, że nie mogę przestać tego słuchać.

Do tego ten teledysk, tak prosty pomysł a tak fajnie się to ogląda. No, ale jak widać od tradycji nie da się uciec za daleko i klasyczne stroje są.

Odlot z Lindą Perry – Fly Away

Prezentowana tu artystka to kolejne antidotum na absentia feminina vocalis, ale o jak innym składzie niż propozycja Ayo. Mamy tu kawał zdartego głosu z bluesowym zadziorem, który jednak potrafi przemycić pięknie czystą, wybrzmiewającą nutę. Zawodzenie organów hammonda, przerywane rytmicznym brzdękaniem gitary. I to wszystko w formie wolnego,  stripteasująco-bujającego bluesa. Słowem odlot z Lindą Perry. Kim? zapytacie. Już odpowiadam – to ta sama Pani co z zespołem 4 Non Blondes śpiewała What’s going on.

Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

OK, muszę się do czegoś przyznać. Okazuje się, że cierpię na pewne schorzenie laryngologiczne, które jeszcze nie ma nazwy zwyczajowej*, ale z łaciny nazywa się: absentia feminina vocalis. Przyczyny schorzenia nie są znane, ale nie ma co rozpaczać bo mam na to lekarstwo! Wystarczy Śpiewająca Pani i wszystko wraca do normy (przynajmniej na kilka dni…).

Czytaj dalej Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

A pod wpisem: 5 komentarzy.

The Thrill is Gone – THE PIOSENKA

W czasach kiedy pieluchy były tylko tetrowe, a w każdym domu słuchało się Akademii Pana Kleksa, Natalii Kukulskiej czy Piccolo Coro dell’ Antoniano  – oczywiście wtedy tylko z winyli – w płytotece mojego taty była ta perełka: Live in County Cook Jail. Jeśli istnieje coś takiego jak piosenka, która nie może się znudzić, do której chętnie wracam, niezależenie od nastroju i niezależnie od upływu czasu, która zawsze pobudza pozytywne emocje i której każdą nutkę znam na pamięć. Utwór, który można by z angielska sparafrazować jako THE PIOSENKA, to  w moim przypadku musi być The Thrill is Gone B.B.Kinga.

Czytaj dalej The Thrill is Gone – THE PIOSENKA

A pod wpisem: 2 komentarze.

Uczciwe granie – The Record Company

Już nie pamiętam jak na to trafiłem, ale spodobało mi się od pierwszych dźwięków i czułem w kościach (a może raczej w uchu…), że z każdą kolejną nutką i riffem może być tylko lepiej. The Record Company nie zawiodło. Prezentują takie, jak ja to lubię nazywać, uczciwe granie. Bez specjalnych udziwnień, zbędnej elektroniki i przesytu instrumentów. Brzmi jak stary dobry rock n’roll choć to dosyć świeży towar. Czytaj dalej Uczciwe granie – The Record Company

Tajemniczy składnik – blues Valerie June

Pamiętacie ciasto drożdżowe babci? Znacie przepis, ale nigdy nie smakuje tak jak ten oryginał z dzieciństwa. Może jest jakiś składnik, o którym babcia nie wspomniała i zachowała dla siebie, a który jest kluczem do sukcesu? A może to nie składnik, ale sposób wygniatania ciasta? Valerie June posiadła tę tajemną wiedzę i wykorzystała ją w tym numerze. Jest tu jakaś magia, jakiś nienamacalny, tajemniczy składnik. Niby to blues, ale taki pojazzowany, z odrobiną countrowego zaśpiewu. Ciekawy głos, no i śpiewająca Pani, więc już startuje z lepszej pozycji 😉 Wszystko to składa się na cudowną potrawę, tylko malizną zajeżdża….

Dociekliwi znajdą zapewne ten teledysk do tej piosenki, ale ja go specjalnie pominąłem. Zupełnie mi nie pasuje do klimatu. Jest taki siermiężny i dosłowny do bólu jak teledyski disco-polo….

Her Lies – Asaf Avidan na bluesowo

Jeszcze zanim wzięli się za niego DJ-eje i stał się rozpoznawalny – Asaf Avidan trafił w moje uszy z tym numerem (coś około 2008 roku). Szczerze się przyznam, że po pierwszym przesłuchaniu byłem przekonany, że to kobiecy wokal (sic!). Nie znam całej jego twórczości, wiem jedynie, że latały po radiu jakieś remixy czy „dansowe” przeróbki więc ten Asaf Avidan na bluesowo może być zaskoczeniem.

Właśnie wsłuchałem się w tekst i już wiem dlaczego tak mnie ten numer „bierze”. W tym tekście, jego interpretacji, głosie i krzyku słychać autentyczność, czuję, że on to przeżył a ja przeżywam z nim…

Tak to jest z tymi babskimi kłamstwami 😉

 

A pod wpisem: brak komentarzy.