Poranna kawa – Gili Yalo

Płynąc na fali Songhoy Blues, którzy naprawdę zamieszali mi w głowie, natknąłem się też na utwór Coffee – przyjemnie orzeźwiający niczym poranna kawa w dobrze zapowiadającym się dniu. Np takim, w którym odbierasz nowy (używany) samochód, spotykasz się z kochanką albo zmieniasz pracę. Gili Yalo to Izraelczyk z korzeniami etiopskimi. Muzycznie uzdolnione osoby o takich korzeniach to wulkany kreatywności, które kiedy wybuchną to z prawdziwą energią, prawdziwie cudownym brzmieniem i prawdą w sercu. Jako, że nie jestem muzycznie wykształcony, a muzykę odbieram przez skórę, pory, układ krwionośny i inne trzewia nie wiem jak nazwać ten charakterystyczny rytm. Klimatem jest jednak zbliżony do tego z Songhoy Blues, więc coś co nazywam muzyką świata musiało maczać w tym palce.

A pod wpisem: 2 komentarze.

Kazu Makino – I wanna be next to you

Już wielokrotnie wspominałem, że uwielbiam kobiece głosy i selekcja utworów na Czek Iz Aut jest na to niezbitym dowodem. Tym razem zakochałem się w Kazu Makino, która tu gościnnie wystąpiła obok Sam’a Evian. W sumie nie można tu mówić o gościnnym wystąpieniu… To raczej niebiańskie zstąpienie, eden, boski dotyk, ambrozja, czekolada i wszystko inne co cudowne. Kiedy słyszę jak szepcze mi do ucha I wanna be next to you, jestem kompletnie bezbronny i boje się, że odpowiednio przechytrzony mógłbym nawet podpisać Polexit. Słysząc te rytmy tak przypominające mi Zero 7 jestem pod działaniem jakiegoś silnego leku, tępiącego moje zmysły. Nie mam powonienia i smaku, a dotyk „drewnieje”. Jednak umysł jest jasny, nakręcony a wizje kolorowe. A w tych wizjach Kazu jak mantrę powtarza: I wanne be next to you….

Klikamy: Sam Evian

Kent na pije fire

Tę piosenkę znam z Norwegii. Z niezliczonych godzin pracy na kwiatowej farmie pod Drammen, gdzie cały dzień mijał na wykonywaniu bezmyślnych i powtarzalnych zadań. Wszystko w towarzystwie własnych myśli, które po kilku godzinach zaczynały błądzić po takich zaułkach, że już sny mają więcej sensu. Deską do trumny były głośniki, z których sączyło się „pije fire” (P4), czyli norweska stacja radiowa. Jak to z radiami bywa, muzyką rządziła playlista i bardzo szybko zanudziła mnie do prawie fizycznego bólu. Na liście tej znalazła się nawet Edyta Górniak, ale dzisiaj nie powiem już nawet z jaką piosenką. Oprócz tego polskiego akcentu najbardziej zapamiętałem Jamiroquai ze swoim Corner of the Earth i właśnie Kärleken Väntar zespołu Kent. Minęło już sporo lat, ale ta piosenka, pomimo dość pejoratywnych wspomnień, do dzisiaj mi się podoba. Koniecznie Czek Iz Aut.

Nie da się zrobić – Knockin’ on Heaven’s Door

Kiedy już wydaje się, że z Tą piosenką nie da się już nic zrobić, trafiam na wersję Blakwall. Bardzo ciekawe podejście do tematu, ale nie dajcie się zwieść pierwszej minucie, im dalej w „pesniczkę”, tym lepiej się tego słucha. Ja tu słyszę różne gatunki muzyczne, które następują kolejno po sobie w pięknym crescendo. Jest „bardowanie”, jest gospel, jest lekki rock i cięższy finał. Tak dobrze mi to zagrało,  że poczułem niedosyt i odsłuchałem ponownie, i ponownie, i ponownie…

Czytaj dalej Nie da się zrobić – Knockin’ on Heaven’s Door

Dawid Bowie – I can’t read

Przyznam się bez bicia, że nie znam całej twórczości Dawida Bowie. Myślę, jednak, że przyjdzie na to odpowiednia pora. Powiedzmy, że to trafia na moją Bucket List. A wracając do Bowie’ego każdy zna Let’s Dance, Heroes, The Man Who Sold the World i być może Space Oddity, ale już ten numer – I can’t read – jest Wam pewnie nieznany. I wielka to szkoda, bo to perełka, cudownie minimalistyczna, głęboko poruszająca jakieś wewnętrzne struny i inteligentna. Jest to jednak szkoda, którą właśnie naprawiamy, bo dzięki Czek Iz Aut macie okazję się zaznajomić z tą piosenką a być może nawet polubić…

Czytaj dalej Dawid Bowie – I can’t read