Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

OK, muszę się do czegoś przyznać. Okazuje się, że cierpię na pewne schorzenie laryngologiczne, które jeszcze nie ma nazwy zwyczajowej*, ale z łaciny nazywa się: absentia feminina vocalis. Przyczyny schorzenia nie są znane, ale nie ma co rozpaczać bo mam na to lekarstwo! Wystarczy Śpiewająca Pani i wszystko wraca do normy (przynajmniej na kilka dni…).

Czytaj dalej Lekarstwo na absentia feminina vocalis – Ayo

A pod wpisem: 5 komentarzy.

Piękny nieznajomy – tango

Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć… To kolejna Pani, która śpiewa i która trafia na Czek Iz Aut. Hindi Zahra może być niektórym znana, np. z piosenki Stand Up (44mln wyświetleń!!!), ale ja chcę zaproponować to akustyczne, liryczne i minimalistyczne tango: Piękny Nieznajomy. Choć ta gitarka pięknie zaznacza swoje miejsce w tej aranżacji, to jednak głos Hindi jest tu kluczowym składnikiem. Nie można mu się oprzeć i porywa nas jak syreni śpiew żeglarzy. Z tą różnicą, że na koniec podróży czeka nas o niebo lepszy los niż mitologicznych żeglarzy. Takie perfekcyjne zgranie bluesa, poezji śpiewanej i cygańskiego ducha dobrze mi robią. Miła odskocznia od gitarowych riffów, które też niezmiernie lubię.

Czytaj dalej Piękny nieznajomy – tango

A pod wpisem: 2 komentarze.

Świetna zabawa, serce i zdarty głos – Roxanne

Śledzący Czek Iz Aut od początku zauważyli pewnie, że lubię covery. Dawno żadnego nie było, więc dzisiaj proponuję Brothers Moving z ich akustyczną wersją przeboju Police: Roxanne. Nie znam tzw. backgroundu tego zespołu, ale z filmików na youtube wynika, że to uliczni grajkowie. Z angielska: buskers.  Podoba mi się ich granie, przepis zdaje się prosty: świetna zabawa, serce i zdarty głos.

Roxanne nie można odmówić miejsca w panteonie klasyki. Ba! być może wiedzie nawet prym w tym gronie. Police chcieli grać reggae i w tym numerze wyraźnie to słychać. Z klasyką – wiadomo – się nie dyskutuje, cenię jednak artystów, którzy próbują tchnąć coś świeżego, swojego do takiego grubego kawałka jak Roxanne. Dlatego właśnie lubię prześledzić youtube pod kątem coverów i będę ich dla Was znajdował więcej.

Tymczasem klikamy: Brothers Moving

 

Klasyka – She’s Always a Woman to Me

Ta propozycja jest dla tych, których ta epoka ominęła, żeby wiedzieli skąd dzisiaj czerpią inspiracje współcześni artyści. Billy Joel to gwiazda wielkiego formatu, ale przyznaję, że musiałem do tej muzyki dorosnąć. Zdaje się, że ten rozkwitający pierwiastek starości doświadczenia (czy też umierający młodości), wzmacnia swoją rolę w doborze muzyki dla moich uszu i serca. Nie bez znaczenia jest pewnie rosnąca lista przeżyć i doświadczeń. Piękny i prawdziwy tekst, aż dziw bierze, że Billy napisał to tak wcześnie. Na stałe wpisujący się do klasyki.

Tak dla jasności. To jest cover, ale bardzo dobry i wierny oryginałowi. Fyfe Dangerfield nie przekombinował, duch i klimat tej pieśni jest zachowany, a może nawet wzmocniony.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Wulkan Damiena

Nie wiem czy można tak powiedzieć, ale to co serwuje nam Damien Rice to cichy, subtelny wybuch. Wybuch emocji, prawdy i talentu. Pięknie się tego słucha, ale koniecznie w odizolowaniu (żona na zakupy, dzieci na podwórko, whiskey w dłoń, albo lepiej w gardło….).

A pod wpisem: brak komentarzy.

Corinne Bailey Rae – piękny minimalizm

Nie ma tu za dużo oglądania, ale wystarczy zamknąć oczy i wsłuchać się w to nagranie, w ciepły, kojący, seksowny głos Corinne. Uwielbiam takie spowolnione aranżacje, poezja śpiewana z rocka. Wersja Editors jest mocno rytmiczna, ciężkawa i do szpiku brytyjska. Natomiast ten piękny minimalizm w coverze Corinne Bailey Rae bardzo mi odpowiada, zwłaszcza, że ten grajek wie dlaczego na gitarze gra się obiema rękami i dlaczego palców jest 10.

P.S. Munich doczekał się też innego covera, ale moim zdaniem nie wniósł on nic nowego do oryginału. No, ale skoro na warsztat wziął go R.E.M. to chyba należy się mała wzmianka… KLIKAMY.

A pod wpisem: brak komentarzy.

Folkowo i poetycko – Laura Marling

Laura Marling to tzw. singer/songwriter no i do tego śpiewająca Pani. Odkąd ją znalazłem z 10 lat temu zniknęła z mojego radaru, ale to pewnie kwestia odświeżenia znajomości. Folkowo i poetycko, tajemniczo a nawet złowieszczo – tak rysuje mi się w głowie ten numer.  Devil’s Spoke niesie ze sobą jakiś nienamacalny ładunek energii. Tekst zbyt trudny dla mnie, żebym podjął się  interpretacji a szybka wizyta na songmeanings.com niewiele mnie do tego „meaning” zbliżyła.

Klikamy: Laura Marling

 

„Lost On You” – bluesowy zadzior

Lost On You to gruby numer, choć możemy być już nieco zmęczeni bo został lekko przewałkowany przez różne playlisty. Nie sposób odmówić mu jednak oryginalności, pomysłu i przyjemnej harmonii. Głos LP to też przyjemny dodatek (a może składnik główny?).

Ta aranżacja „live” podoba mi się bardziej niż studyjna wersja. Dzięki tej gitarce zyskała taki bluesowy zadzior, a to tygryskom bardzo robi 🙂

A pod wpisem: brak komentarzy.