Kazu Makino – I wanna be next to you

Już wielokrotnie wspominałem, że uwielbiam kobiece głosy i selekcja utworów na Czek Iz Aut jest na to niezbitym dowodem. Tym razem zakochałem się w Kazu Makino, która tu gościnnie wystąpiła obok Sam’a Evian. W sumie nie można tu mówić o gościnnym wystąpieniu… To raczej niebiańskie zstąpienie, eden, boski dotyk, ambrozja, czekolada i wszystko inne co cudowne. Kiedy słyszę jak szepcze mi do ucha I wanna be next to you, jestem kompletnie bezbronny i boje się, że odpowiednio przechytrzony mógłbym nawet podpisać Polexit. Słysząc te rytmy tak przypominające mi Zero 7 jestem pod działaniem jakiegoś silnego leku, tępiącego moje zmysły. Nie mam powonienia i smaku, a dotyk „drewnieje”. Jednak umysł jest jasny, nakręcony a wizje kolorowe. A w tych wizjach Kazu jak mantrę powtarza: I wanne be next to you….

Klikamy: Sam Evian

Kent na pije fire

Tę piosenkę znam z Norwegii. Z niezliczonych godzin pracy na kwiatowej farmie pod Drammen, gdzie cały dzień mijał na wykonywaniu bezmyślnych i powtarzalnych zadań. Wszystko w towarzystwie własnych myśli, które po kilku godzinach zaczynały błądzić po takich zaułkach, że już sny mają więcej sensu. Deską do trumny były głośniki, z których sączyło się „pije fire” (P4), czyli norweska stacja radiowa. Jak to z radiami bywa, muzyką rządziła playlista i bardzo szybko zanudziła mnie do prawie fizycznego bólu. Na liście tej znalazła się nawet Edyta Górniak, ale dzisiaj nie powiem już nawet z jaką piosenką. Oprócz tego polskiego akcentu najbardziej zapamiętałem Jamiroquai ze swoim Corner of the Earth i właśnie Kärleken Väntar zespołu Kent. Minęło już sporo lat, ale ta piosenka, pomimo dość pejoratywnych wspomnień, do dzisiaj mi się podoba. Koniecznie Czek Iz Aut.

Nie da się zrobić – Knockin’ on Heaven’s Door

Kiedy już wydaje się, że z Tą piosenką nie da się już nic zrobić, trafiam na wersję Blakwall. Bardzo ciekawe podejście do tematu, ale nie dajcie się zwieść pierwszej minucie, im dalej w „pesniczkę”, tym lepiej się tego słucha. Ja tu słyszę różne gatunki muzyczne, które następują kolejno po sobie w pięknym crescendo. Jest „bardowanie”, jest gospel, jest lekki rock i cięższy finał. Tak dobrze mi to zagrało,  że poczułem niedosyt i odsłuchałem ponownie, i ponownie, i ponownie…

Czytaj dalej Nie da się zrobić – Knockin’ on Heaven’s Door

Gorące południe Stanów Zjednoczonych

Tym razem coś cięższego. The Quaker City Night Hawks proponują nam wycieczkę na gorące południe Stanów Zjednoczonych.

Nastały trudne czasy.  To, czego nie zniszczyły hordy zombie przemierzające teksańskie pustkowia, zniszczyły walki między organizującymi się w grupy ludźmi. Stare, paliwożerne krążowniki są jedynymi pojazdami, które jeszcze się poruszają, bo im wystarczy nie najlepszej jakości paliwo i plus na cewkę. Czytaj dalej Gorące południe Stanów Zjednoczonych

Dawid Bowie – I can’t read

Przyznam się bez bicia, że nie znam całej twórczości Dawida Bowie. Myślę, jednak, że przyjdzie na to odpowiednia pora. Powiedzmy, że to trafia na moją Bucket List. A wracając do Bowie’ego każdy zna Let’s Dance, Heroes, The Man Who Sold the World i być może Space Oddity, ale już ten numer – I can’t read – jest Wam pewnie nieznany. I wielka to szkoda, bo to perełka, cudownie minimalistyczna, głęboko poruszająca jakieś wewnętrzne struny i inteligentna. Jest to jednak szkoda, którą właśnie naprawiamy, bo dzięki Czek Iz Aut macie okazję się zaznajomić z tą piosenką a być może nawet polubić…

Czytaj dalej Dawid Bowie – I can’t read

Soul Sacrifice vs. jesienna chandra

Jako, że moi fani* domagają się przynajmniej jednego wpisu w tygodniu, a jutro następuje przełamanie tegoż tygodnia, trzeba coś wrzucić. Niestety, albo zaczyna mi się udzielać jesienna chandra, albo na youtubie nie ma już nic godnego miejsca na Czek Iz Aut. Jakkolwiek chciałbym, żeby to drugie było prawdą, to uczciwie i z pochyloną głową muszę zaakceptować fakt, że wina jest po mojej stronie. Nic jednak straconego – nie mogąc znaleźć nic świeżego ucieknę się do tzw. klasyka. Coś co wszyscy powinni znać, ale może tak nie jest.

Czytaj dalej Soul Sacrifice vs. jesienna chandra

Nauka vs. Muzyka – dźwięki cymatyczne

Czasami dodaję coś na Czek Iz Aut z tagiem ciekawostka. Są to muzyczne podróże, które niekoniczne można w jasny sposób zaklasyfikować, lub nie wiadomo jak je spożyć. Dzisiejsza propozycja wymyka się nawet z tej grupy – to w sumie muzyczno-naukowy eksperyment. Nigel Stanford i jego Nauka vs. Muzyka wciągnęło mnie od razu. Zgadzam się, że to nietypowa propozycja, ale skoro moją misją jest krzewić coś ciekawego i odrzucić to co miałkie, to miejsce dla Science vs. Music na moim muzycznym blogu jest. Tę potrawę koniecznie spożywać z warstwą wizualną, bo ktoś się tu napracował i wyszło pysznie.

To prawda, że człowiek uczy się całe życie – właśnie się dowiedziałem, że jest coś takiego jak cymatyka i jest to dziedzina nauki zajmująca się kształtami fal akustycznych. Zajrzyjcie na stronę Nigela, bo jest więcej ciekawostek, które już tu nie trafią – link poniżej.

KONIECZNIE klikamy: nigelstanford.com

Songhoy Blues – na pierwszy słuch ucha

Ciekawym jest w jaką pułapkę łapiemy się czasem z tzw. muzyką świata. Chociaż to absurdalne, to „na pierwszy słuch ucha” wydaje się, że jak muzyka pochodzi np. z Afryki (jak w przypadku Songhoy Blues) to na pewno jest tworzona na prymitywnych instrumentach, śpiewana przez szamana w sandałach i ludowym stroju. A sam szaman skacząc bosymi stopy po klepisku obok ogniska, na pewno jest pod wpływem bliżej niezidentyfikowanego narkotyku robionego z trzewi ropuchy, skrzydeł nietoperza i włosów łonowych borsuka. Bzdura! prawda? Dlatego ucieszyłem się jak natrafiłem na tego bluesa. Da się wyczuć afrykański rytm, odmłodzony czy też całkiem zmieniony dzięki elektrycznym gitarom. Jednak Al Hassidi Terei jest tak świeże i tchnie z tego taka radość tworzenia, że nie mogę przestać tego słuchać.

Do tego ten teledysk, tak prosty pomysł a tak fajnie się to ogląda. No, ale jak widać od tradycji nie da się uciec za daleko i klasyczne stroje są.

Slothrust Double Down – odkrywcze granie ;)

To niby nie jest jakoś specjalnie odkrywcze granie. Ot standardowe instrumentarium zespołu rockowego. Jednak podążając takim tropem jak może nam się podobać… cokolwiek? Są zespoły, czy też czasem tylko pojedyncze utwory, które wymykają się schematom. Double Down jest właśnie takim utworem, coś w nim nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ciekawy, mocny kobiecy wokal tylko ułatwił mi podjęcie decyzji o dodaniu tego na Czek Iz Aut.

A pod wpisem: 2 komentarze.